Mamy za sobą kolejne posiedzenie Komisji Weryfikacyjnej, tym razem dotyczące bulwersującą opinię publiczną od ponad dekady sprawy Noakowskiego 16, przesmalcowanej kamienicy, której właścicielami stali się maż, szwagier i córka urzędującej prezydent.

Sprawa jest bulwersująca z dwóch powodów: jeden to sam fakt kradzieży kamienicy, zamieszkanej przez 80 rodzin; drugi to skandaliczna bierność organów państwa, powołanych do czuwania nad dobrem obywateli i mienia publicznego. Zawiedli wszyscy: prezydent miasta, Samorządowe Kolegium Odwoławcze, sądy, prokuratury i Centralne Biuro Antykorupcyjne. Nie zawiedli jedynie ci, co zawsze: lokatorzy. Jak przy podobnych, głośnych ostatnio sprawach: Nieborowskiej 15, Poznańskiej 14, Joteyki 13. To lokatorzy przejęli role państwa i miasta, ustalili faktyczny stan prawny nieruchomości i wykonując ogrom pracy śledczej. I wyciągnęli wnioski, że fakt przejęcia kamienicy przy ul. Noakowskiego 16 przez spadkobierców przestępcy jest ordynarnym oszustwem i nie ma żadnych związków z reprywatyzacją.

A wszystkie wymienione wyżej organa sprawę zignorowały, by nie powiedzieć: olały. Niezrozumiała jest bierność SKO, sądów, prokuratury i CBA. Ale bierność prezydent Gronkiewicz – Waltz, która posiadała wiedzę o nieprawidłowościach przy Noakowskiego, choćby z urzędowego pisma od ministra infrastruktury Sławomira Nowaka w 2012 r., ale również z lektury artkułów prasowych, ujawniających przekręt już w 2007 r., nie wymaga chyba dodatkowego komentarza.

Mimo nadludzkiego wysiłku lokatorów kamienica została sprzedana, rodzina Waltzów zarobiła miliony, każde z 80 mieszkań zostało opróżnione do cna, a pani prezydent nie ma sobie nic do zarzucenia. Sprawy nie uznaje nawet na tyle istotną, by złożyć wyjaśnienia przed organem państwowym, powołanym m.in. do wyjaśnienia tej sprawy. Profesor prawa Hanna Gronkiewicz Waltz jest pewnie świadoma istnienia art. 44 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, który mówi, że: Bieg przedawnienia w stosunku do przestępstw nie ściganych z przyczyn politycznych, popełnionych przez funkcjonariuszy publicznych lub na ich zlecenie, ulega zawieszeniu do czasu ustania tych przyczyn.

Czy przestępstwo nie było ścigane z przyczyn politycznych? Moim zdaniem tak. Czy zarząd miasta, w którym rodzina prezydent dorabia się na ukradzionym przez szmalcowników mieniu, rodzina wiceprezydenta nadzorującego reprywatyzację, ma roszczenia do całych kwartałów, również przejmując nieruchomość wbrew prawu, to zarząd, jakiego oczekują mieszkańcy? Czy mianowany przez tenże zarząd dyrektor Biura Spraw Dekretowych, mający dbać o przejrzystość i prawidłowość reprywatyzacji, a w którego kieszeni lądują profity z tego tytułu, liczone w dziesiątkach, albo i w setkach, albo i setkach tysięcy złotych, bo cytując opisywanego dyrektora: “nie pamięta”, to właściwy człowiek na właściwym miejscu?

Na szczęście są jeszcze lokatorzy…

Piotr Gozdowski